We wcześniejszym poście pisałam o maskach Biovax. Wspomniałam tam o tym, że stosowałam maskę jak szampon do włosów - wcierałam je we włosy i pozostawiałam na chwilę, po czym spłukiwałam. Nie wiem w zasadzie, co mnie zmotywowało do zmiany, aczkolwiek wróciłam do starej, dobrze znanej metody nakładania maski. Na umyte szamponem włosy aplikuję maskę, następnie nakładam worek foliowy i owijam włosy ręcznikiem. Po mniej więcej godzinie ściągam ręcznik oraz worek i spłukuję maskę. Następnie na końce włosów nakładam mieszankę kwasu hialuronowego i oleju lub serum. Zgadnijcie, co się okazało! Maska Biovax Pearl (tę wybrałam jako kolejną do testowania) dała zauważalnie lepsze rezultaty niż wcześniej, gdy traktowałam ją jak szampon. Wreszcie mogłam zacząć chodzić na dwór z rozpuszczonymi włosami. Przez ostatni miesiąc musiałam z tego zrezygnować, bo nawet po dość krótkiej wycieczce moje włosy wyglądały tak, jakbym je tapirowała przez kilka minut, i niestety plątały się przeokropnie. Wniosek z tej historii jest dla mnie taki, że czasami nowe jest wrogiem dobrego, a stare metody bywają niezastąpione.
Życie kołem się toczy i na moje włosy wróciły odcienie różu i czerwieni. Fantazja fryzjerki nie zawiodła i tak sprytnie pofarbowała mi wybrane pasma, że niektórzy dopiero po dwóch dniach się zorientowali, że coś z tym blondem jest nie tak ;) Wspominałam już w tym poście , że moje włosy bardzo lubią taką koloryzację. No i nic w tym dziwnego - w końcu to odżywka koloryzująca! Pomyślałam, że może ktoś się zainteresuje, więc opiszę krótko czym i w jaki sposób uzyskać taki efekt.
Komentarze
Prześlij komentarz