Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2016

Włosowe zakupy

Tak, tak, wiem... Jeszcze niedawno marudziłam, że za bardzo odzywa się we mnie łowca-zbieracz. I nie - nie chcę tu napisać teraz historii o tym, jak to mi było smutno i musiałam to sobie zrekompensować zakupami. Powód włosowych zakupów był prozaiczny - tak bardzo zaangażowałam się w dokańczanie napoczętych szamponów i odżywek, że pewnego pięknego dnia okazało się, że nie mam czym umyć włosów. To miłe uczucie wyrzucać puste opakowania z poczuciem, że nic się nie zmarnowało, aczkolwiek doprowadzenie się do stanu paniki i tłustego skalpu to chyba też nie to, o co w tym wszystkim chodziło.

Palmer's kokosowa maska do włosów

Ostatnio odkryłam, że marka Palmer's to nie tylko produkty do skóry, takie jak kremy, balsamy, oliwki, ale także produkty do włosów. Nie wszystkie są łatwo dostępne w polskich sklepach, ale, ale...! Udało mi się zakupić w Hebe maskę kokosową. Oryginalna nazwa tego produktu to "Coconut Oil Deep Conditioning Protein Pack", co przetłumaczono jakże zgrabnie na "Kuracja proteinowa do włosów z olejkiem kokosowym". Produkt polecany jest do włosów suchych, zniszczonych lub farbowanych. Cena to ok. 10 zł za saszetkę. Wydaje mi się, że to dość drogo jak na 60 g maski, szczególnie że przy moich włosach taka ilość wystarczy na 3-4 aplikacje. No ale n ie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała.

Ratunku! Zbieractwo!

Jest rano. Biorę naprędce prysznic i chwytam w pośpiechu kosmetyki, które akurat są pod ręką. Olejek albo serum do włosów, oliwka do ciała, krem do twarzy... Po chwili pojawia się refleksja. Skoro używam w kółko tych samych kosmetyków, to dlaczego szafki w łazience pękają w szwach? Odpowiedź przyszła, gdy tylko zmobilizowałam się do poszperania w czeluściach szafek. Okazało się, że jestem właścicielką pięciu oliwek do ciała, trzech balsamów, czterech olejków do włosów i jeszcze wielu innych kosmetyków, które dorobiły się niekoniecznie potrzebnych dublerów. Postawiłam sobie na cel na najbliższe 2-3 miesiące - zmniejszyć znacząco ilość kosmetyków i ograniczyć zbieractwo kosmetyczne. Przecież to nie o to chodzi, żeby mieć kosmetyki, ale żeby je z korzyścią dla włosów i ciała stosować :)

Peeling skalpu - pierwsza odsłona

2-3 tygodnie temu borykałam się z problemem szybko przetłuszczającego się skalpu. Po przemyśleniach doszłam do wniosku, że warto spróbować porządnie oczyścić skórę głowy, dlatego zrobiłam swój własny peeling.Oto jego składniki: - kawa mielona, - spirulina w formie proszku (do kupienia w sklepach z półproduktami kosmetycznymi), - glutek z siemienia lnianego (siemię lniane należy zagotować lub zalać gorącą wodą, wystudzić i odcedzić), - odrobina szamponu. Wszystkie składniki należy wymieszać tak, aby powstała jednolita zielona mieszanka, a następnie zastosować. Peeling po jednorazowej aplikacji pomógł i moja sytuacja wróciła do normy.

Kucyk Pony

Nastał ogromny przestój w pielęgnacji moich włosów. Prawie nic się ciekawego nie działo w ciągu ostatnich miesięcy, a i wena jakoś odpłynęła w dal. Za to w trakcie wakacji na włosach zagościło na chwilę szaleństwo wykonane przy pomocy odżywek koloryzujących Crazy Color. Gdyby kucyki Pony istniały w rzeczywistym świecie, to chyba nie powstydziłyby się takiej grzywy.

Chłodny blond, czyli co się dzieje na głowie

Po ostatniej wizycie u fryzjera na włosach zagościł chłodny blond. W zimie rzadkością była sauna dla włosów - teraz fryzjerka nalega za każdym razem, żeby włosy odżywić. Niestety, jasny blond w moim przypadku = zwiększona porowatość włosów i zwiększone zapotrzebowanie na pielęgnację. Co robię, żeby ujarzmić puszące się włosy? Po każdym myciu nakładam mieszankę, zazwyczaj są to  olejek do włosów, kwas hialuronowy i odżywka - niekoniecznie bez spłukiwania. Nie muszę się martwić, że to dużo - włosy wszystko wręcz wypijają. Polubiłam ostatnio L'Oreal Total Repair Extreme, rekonstrukcja dla włosów zniszczonych , bardzo dobrze sprawdza się na moich włosach i pomimo małego opakowania do moich zastosowań wydaje się być całkiem wydajna. Poza tym ostatnio wygładzam włosy jedwabiem do stylizacji marki Joanna .

Róż już odszedł (prawie) na dobre

Róż schodził ponad miesiąc - wyjątkowo wytrzymała bestia ;) Szczególnie, że jeszcze dzisiaj widać delikatne przebłyski truskawkowego blondu jak się człowiek dobrze przyjrzy pod słońce. Włosy rosną i mają się nieźle, ale w ostatnim miesiącu pojawiły się nowe kłody - słońce, które daje trochę włosom w kość i sprawia, że szybciej płowieje kolor, oraz basen i częstsze moczenie włosów. Testuję nowe produkty, żeby ujarzmić włosy. Wkrótce się podzielę wynikami.

Róż się spiera, czyli o trwałości Crazy Color

Obiecałam , że zrobię zdjęcia włosom w miarę upływu czasu, więc oto one :) Dla przypomnienia - włosy zostały pofarbowane 19 kwietnia. Nie sądziłam, że kolor aż tak długo się będzie trzymał, bo często myję włosy (co 1-2 dni), no i słońce wreszcie wyszło na dłużej, a farby i odżywki koloryzujące niekoniecznie je kochają ;) Byłam przekonana, że po miesiącu od farbowania nie będzie  śladu po różowym kolorze, a teraz zaczynam w to wątpić. Zdecydowanie odżywki koloryzujące Crazy Color są bardziej trwałe na moich włosach niż to zakładał producent.  Crazy Color, zdjęcie z 1.05.2016 Crazy Color, zdjęcie z 8.05.2016

Różowo mi

Życie kołem się toczy i na moje włosy wróciły odcienie różu i czerwieni. Fantazja fryzjerki nie zawiodła i tak sprytnie pofarbowała mi wybrane pasma, że niektórzy dopiero po dwóch dniach się zorientowali, że coś z tym blondem jest nie tak ;) Wspominałam już w tym poście , że moje włosy bardzo lubią taką koloryzację. No i nic w tym dziwnego - w końcu to odżywka koloryzująca! Pomyślałam, że może ktoś się zainteresuje, więc opiszę krótko czym i w jaki sposób uzyskać taki efekt.

Wiosna we włosach

Mniej więcej rok temu postanowiłam poszaleć z kolorem. Bardzo miłym efektem ubocznym farbowania były... miękkie i milutkie włosy! Oczo-kochający kolor nadała im koloryzująca odżywka. Znów mnie nosi, żeby coś zmienić. Kto wie, co tym razem wymyśli moja fryzjerka ;) Zdjęcie sprzed roku

Rozjaśnione włosy i ekstremalne olejowanie

Ok. półtora miesiąca temu rozjaśniłam włosy - no bo przecież zima nie może wiecznie trwać, a skoro zimno za oknem, to chociaż niech odrobina lata pojawi się na włosach. Wszystko fajnie, ale niestety po rozjaśnianiu trzeba wprowadzić zmiany w pielęgnacji. A było już tak prosto i pięknie. Mycie włosów co 1-2 dni, maska/odżywka po myciu na kilka/kilkanaście minut oraz serum i olejek na końcówki. Do standardowej pielęgnacji dołączyłam ekstremalne olejowanie. Olej nakładam na włosy od linii uszu w dół i zostawiam na całą noc. Rano normalnie myję włosy, emulgując olej odżywką. Minusem tej metody jest tłusta i pachnąca olejami poduszka, ale czego się nie robi dla urody? ;) Moje włosy obecnie wyglądają tak: Są miłe w dotyku, ale końcówki mogłyby wyglądać lepiej. Obawiam się, że albo znajdę sposób, żeby to poprawić, albo czeka mnie podcinanie.

Przypadkowa zdobycz

Sieć Biedronka potrafi zaskoczyć. Od niedawna można tam dostać olej kokosowy (polecam nie tylko na włosy!), a czasami można upolować dobre i tanie kosmetyki. Kilka tygodni temu kupiłam zupełnie przez przypadek ampułki do włosów za szałowe 5,99 zł za opakowanie z nieznanej mi dotychczas firmy. Ampułki schowałam do szuflady i zapomniałam na jakiś czas o nich, aż wreszcie nadszedł moment ich debiutu.

Nowe wrogiem starego

We wcześniejszym poście pisałam o maskach Biovax. Wspomniałam tam o tym, że stosowałam maskę jak szampon do włosów - wcierałam je we włosy i pozostawiałam na chwilę, po czym spłukiwałam. Nie wiem w zasadzie, co mnie zmotywowało do zmiany, aczkolwiek wróciłam do starej, dobrze znanej metody nakładania maski. Na umyte szamponem włosy aplikuję maskę, następnie nakładam worek foliowy i owijam włosy ręcznikiem. Po mniej więcej godzinie ściągam ręcznik oraz worek i spłukuję maskę. Następnie na końce włosów nakładam mieszankę kwasu hialuronowego i oleju lub serum. Zgadnijcie, co się okazało! Maska Biovax Pearl (tę wybrałam jako kolejną do testowania) dała zauważalnie lepsze rezultaty niż wcześniej, gdy traktowałam ją jak szampon. Wreszcie mogłam zacząć chodzić na dwór z rozpuszczonymi włosami. Przez ostatni  miesiąc musiałam z tego zrezygnować, bo nawet po dość krótkiej wycieczce moje włosy wyglądały tak, jakbym je tapirowała przez kilka minut, i niestety plątały się przeokropnie. Wnios...

Maski Biovax

Jakiś czas temu kupiłam zestaw masek do włosów firmy Biovax (bo promocja i od razu można wypróbować kilka różnych :): Pearl, Gold, Diamond, Orchid, Caviar. Do teraz je testuję, jedną po drugiej. Zużyłam już całe opakowanie maski Gold oraz Diamond, dlatego chciałabym się podzielić spostrzeżeniami. Zaznaczam tylko, że mój sposób aplikacji nie był standardowy. Po umyciu włosów szamponem nakładałam maskę mniej więcej od wysokości uszu w dół. Następnie masowałam włosy przez chwilę, tak jakbym je myła maską zamiast szamponem, zostawiałam maskę na kilka minut i spłukiwałam.

Duet idealny do końcówek włosów

Zachwycona efektami działania kwasu hialuronowego na twarz postanowiłam użyć go do włosów. Okazało się, że zmieszanie kilku kropel olejku (np. abisyńskiego czy arganowego) z podobną ilością kwasu hialuronowego daje duet idealny na końcówki włosów. Sam olejek daje dobre rezultaty, a w moim odczuciu dodanie kwasu sprawia, że włosy są bardziej miękkie niż po samej aplikacji olejku. Jest jednak pewna drobna niedogodność związana z tym, że część olejów wyraźnie skraca trwałość zabiegu farbowania włosów. Minął miesiąc od mojej ostatniej wizyty u fryzjera i coraz bardziej widać efekty używania olejków - farba już się prawie całkowicie wypłukała z dolnej partii włosów. 

Duet idealny do twarzy

Plan był zupełnie inny. Miałam urozmaicić pielęgnację twarzy. Miałam używać różnych olejów i testować ich działanie. Tymczasem zauroczył mnie pewien duet do tego stopnia, że praktycznie zapomniałam o innych kosmetykach pielęgnacyjnych do twarzy.

Tajemnica estońskiej kapusty

W pewnym mieście - niezbyt wielkim, ale jednak nie takim całkiem małym - przy ulicy Koidu mieści się dom. Z wyglądu niepozorny, sąsiedzi niespecjalnie zwracają na niego uwagę. Ów dom kryje pewną tajemnicę. W jego klimatycznej piwnicy można spotkać bardzo wyjątkowych ludzi. Skąd to wiem? Nie, nie włóczyłam się po ulicy, pukając do różnych drzwi i szukając nowych znajomych. Nikt mi też o tym nie opowiedział. Do poznania niezwykłego domu, jego mieszkańców i zaprzyjaźnionych z nimi osób przyczynił się deszcz. Porządny estoński deszcz.

Wcierka z kozieradki - efekty miesięcznego eksperymentu

Zapowiedziany eksperyment  z wcierką z kozieradki miał trwać miesiąc. Nadszedł więc czas, aby zrobić jego podsumowanie.  Uzyskane efekty : Wypadanie włosów zmniejszyło się zauważalnie. Zdecydowanie mniej włosów zostaje mi na szczotce. Dodatkowo wcieranie olejów w końce włosów sprawiło, że mniej się łamią, więc wypadkowy efekt jest bardzo dobry. Bardzo pozytywnym zaskoczeniem eksperymentu jest pojawienie się baby hair, dzięki którym zaczęła mi się delikatnie przesuwać linia włosów.