Tak, tak, wiem... Jeszcze niedawno marudziłam, że za bardzo odzywa się we mnie łowca-zbieracz. I nie - nie chcę tu napisać teraz historii o tym, jak to mi było smutno i musiałam to sobie zrekompensować zakupami. Powód włosowych zakupów był prozaiczny - tak bardzo zaangażowałam się w dokańczanie napoczętych szamponów i odżywek, że pewnego pięknego dnia okazało się, że nie mam czym umyć włosów. To miłe uczucie wyrzucać puste opakowania z poczuciem, że nic się nie zmarnowało, aczkolwiek doprowadzenie się do stanu paniki i tłustego skalpu to chyba też nie to, o co w tym wszystkim chodziło.