Zapowiedziany eksperyment z wcierką z kozieradki miał trwać miesiąc. Nadszedł więc czas, aby zrobić jego podsumowanie.
Uzyskane efekty:
- Wypadanie włosów zmniejszyło się zauważalnie. Zdecydowanie mniej włosów zostaje mi na szczotce. Dodatkowo wcieranie olejów w końce włosów sprawiło, że mniej się łamią, więc wypadkowy efekt jest bardzo dobry.
- Bardzo pozytywnym zaskoczeniem eksperymentu jest pojawienie się baby hair, dzięki którym zaczęła mi się delikatnie przesuwać linia włosów.
Uwagi:
- W dalszym ciągu podtrzymuję, że najlepszym narzędziem do aplikowania kozieradki jest strzykawka, ale nie dowolna. Najlepiej wybrać mniejszą z końcówką o małej średnicy. Większe nie są wystarczająco precyzyjne.
- Nie wiem, na ile moja aktualna pielęgnacja włosów wpłynęła na efekt działania wcierki. Szamponu nie zmieniałam od ok. dwóch miesięcy, ale zmieniłam na początku eksperymentu maskę do włosów. Obecnie używam L'oreal VITAMINO COLOR A-OX oraz Biovax Gold. Od 1,5 roku do rozczesywania włosów używam albo klasycznej szczotki Tangle Teezer albo jej wersji kompaktowej.
Myślę, że będę kontynuować stosowanie wcierki z kozieradki, przynajmniej do końca okresu zimowego. Pewnie już nie tak często, raczej 2-3 razy w tygodniu, ale postaram się wytrwać, żeby rozpocząć wiosnę z gęstszymi włosami.
Komentarze
Prześlij komentarz