Najwyższy czas ujawnić całą zawartość świątecznej przesyłki. Szczególnie, że mam już pierwsze spostrzeżenia dotyczące części produktów. Otóż w sklepie Naturalissa zakupiłam:
- kwas hialuronowy,
- olej arganowy,
- olej abisyński,
- olej z pestek malin,
- skwalen oliwny,
- spirulinę,
- keratynę hydrolizowaną,
- jedwab hydrolizowany.
Założyłam, że większość produktów zostanie wykorzystana do pielęgnacji włosów, ale jak wyjdzie - czas pokaże. Część z wymienionych produktów jest już bardzo znana i dodawana do popularnych kosmetyków do włosów, ciała czy twarzy, jak chociażby olej arganowy. Dla mnie olej abisyński to zupełna nowość i miłe zaskoczenie, ale... Zacznijmy od początku. Wszystkie produkty albo praktycznie nie mają zapachu albo pachną delikatnie, aczkolwiek niezbyt zachęcająco. Zupełnie inaczej niż kosmetyki, które można kupić w popularnych drogeriach i sklepach kosmetycznych. Dotychczas wypróbowałam wszystkie zakupione oleje. Wcierałam je w końce włosów samodzielnie albo mieszając kilka olei ze sobą. Efekt jest zadowalający - oleje dobrze się wchłaniają, są wydajne, a włosy po aplikacji mniej się puszą, są bardziej sypkie i łatwiej się rozczesują. Olej abisyński daje podobne rezultaty jak olej arganowy, a jest tańszy, co przemawia na jego korzyść. Myślę, że w najbliższym czasie wypróbuję zakupione oleje również na twarzy. Poza tym dodaję 1-2 krople kwasu hialuronowego do porcji kremu, który wieczorami nakładam na twarz. Spodobało mi się takie wzbogacanie kremu i będę to kontynuować, żeby móc zaobserwować efekty po kilku tygodniach stosowania.
Podobno babcia mojej dawnej koleżanki z pracy powiadała, że lekarstwo leczy, kiedy jest gorzkie i bardzo niesmaczne. Skojarzyło mi się to z zakupionymi ostatnio produktami kosmetycznymi. W gruncie rzeczy jeśli mają dobrze działać, to nie muszą pachnieć fiołkami. A nawet jeśli by komuś to przeszkadzało, to można spróbować dodać coś ładnie pachnącego.
Komentarze
Prześlij komentarz