Przejdź do głównej zawartości

Smak lata

Piernikowy rycerzyk stoczył potężną bitwę z marcepanowym smokiem w obronie słodkiego królestwa. W grę wchodziła ręka cukrowej królewny, więc niestraszne mu były zadane przez smoka rany – utrata lukrowanego guziczka i nadkruszona ręka. Dumny zwycięzca podchodzi do ukochanej, by u jej stóp rzucić łeb bestii... Julek!

Mama... Na tym skończyła się czarodziejska opowieść. Chłopiec odkleił nosek od szyby i skierował wzrok w stronę Matki. Miała spokojną, delikatnie opaloną twarz. Jej oczy były takie same jak jego – blisko osadzone, błyszczące i brązowe.

Ten dzień był ulubionym dniem Julka – nawet obchodzenie Bożego Narodzenia nie sprawiało mu tyle radości co świętowanie własnych urodzin. Znajdowali się przed wystawą, która przypominała Julkowi baśniowe krainy z opowieści czytanych niegdyś przez babcię. Na samym środku stał okazały zamek otoczony fosą, zaś na szczycie zamkowej wieży królewna czekała na wybawcę, który uwolni ją spod władzy okrutnego smoka. W pewnym oddaleniu od zamku równo poukładane pierniczkowe ludziki starały się armią uśmiechów przegonić wszystkie smutki zatroskanych przechodniów. Tuż przy szybie znajdowała się okazała czekoladowa fontanna, a wokół niej powyrastały marcepanowe różyczki. Tylko dziwaczna niebieska ciężarówka w samym rogu psuła niesamowity efekt, jaki wywarły na małym chłopcu owoce pracy niezwykłego cukiernika o artystycznym usposobieniu.

Matka podeszła do drewnianych drzwi, nacisnęła klamkę i wraz z Julkiem weszła do przytulnego pomieszczenia, a ich przybycie obwieścił Słodkiemu Czarodziejowi mały, dźwięczny dzwoneczek. Powietrze przesycone było zapachem miodu, cynamonu i świeżo upieczonych ciasteczek.

W tym roku Julek zamiast urodzinowego tortu miał dostać przysmak, o którym było głośno w całym miasteczku – czekoladki wykonane rękoma samego mistrza cukiernika. Tylko które wybrać? Matka zabrała go do cukierni, aby się zdecydował, ale było to dla niego trudne zadanie. Czekoladki zwane potocznie krówkami kusiły białymi łatkami na brązowym tle kryjącymi karmelowe wnętrze. Bardzo lubił orzechy – może takie z kremem orzechowym w białej czekoladzie? A może... Hmmm... Chłopiec mógłby spędzić cały dzień w cukierni, zachwycając się słodką twórczością Uśmiechniętego Pana. Było jednak coś, za czym chłopiec bardzo przepadał i wyczekiwał tego co roku. Truskawki... Tak! To były jego wymarzone czekoladki! Z mlecznej czekolady z nadzieniem truskawkowym.

Julek z zadowoleniem podziwiał, jak sprawne ręce sympatycznego cukiernika pakują jego słodki urodzinowy prezent. Dumny z faktu, iż dokonał słusznego wyboru, spojrzał raz jeszcze na niezwykły zbiór słodkości i nagle dostrzegł coś, co przykuło jego uwagę. Była to mała, ciemna czekoladka, której wcześniej nie zauważył. Gorzkiej czekolady nie lubił tak samo jak picia tranu, ale dziwna siła nie pozwoliła mu oderwać wzroku od owej czekoladki. W ładnym kartonowym pudełeczku czekało na niego to, co zawsze uwielbiał, jednak teraz jego głowę zaprzątała myśl o zjedzeniu tajemniczej czekoladki.

Matka prędko zorientowała się, dlaczego jej synek zamarł bez ruchu, i zmarszczyła brwi. Robiła tak zawsze wtedy, gdy chciała okazać, że coś jej się bardzo nie podoba. Jej karcące spojrzenie było dla Julka gorsze niż najsurowsza kara. Tajemnicza czekoladka okazała się być wiśnią nasączoną aromatycznym trunkiem i oblaną gorzką czekoladą. Chłopiec dobrze wiedział, co to oznacza – Matka nie pozwoli mu jej zjeść. W okamgnieniu wewnętrzny gniew i sprzeciw sprawiły, że uszy chłopca stały się czerwone niczym dojrzały pomidor, a na policzki wstąpiły mu rumieńce. Nie chciał okazywać łez i słabości, więc zacisnął wargi i z ledwością powstrzymał słony potok. Spojrzał na Matkę błagalnym spojrzeniem w nadziei, że kupi tak bardzo pożądaną przez niego czekoladkę. Mamo...

Wracali do domu powoli. Każde z nich niosło pakunek. Matka z dziwnym grymasem na twarzy dzierżyła w dłoni opakowanie z dziesięcioma truskawkowymi czekoladkami, Julek zaś ściskał zawiniątko z maleńką rzeczą, która sprawiła, że jego oczy śmiały się do każdej napotkanej osoby. Gdy wrócili do domu, chłopiec rozpakował czekoladkę i położył ją uroczyście na samym środku swojego biurka. Na twarzy kobiety, która nosiła go cierpliwie przez dziewięć miesięcy, malowało się zdumienie. Nie poznawała swojego małego mężczyzny. Niewiele rozumiała z tego, co się stało w cukierni. Szybko opuściła pokój Julka, aby nie zauważył, że udziela się jej jego radosny nastrój.

Chłopiec wpatrywał się w czekoladkę, jak gdyby była to najpiękniejsza rzecz, jaką w życiu widział. Co go tak w niej fascynowało? Może się wydawać, że to tylko mała czekoladka, ale dla Julka sprawa nie była łatwa. Nie dość, że była ona połączeniem alkoholu i gorzkiej czekolady, której przecież nie znosił, to na dokładkę i tak Matka nie pozwoliłaby mu jej zjeść, ale mimo to olbrzymia chęć jej skosztowania nie dawała mu spokoju. Mógłby to zrobić po kryjomu, a nuż się nikt nie dowie... Ale czy mógłby postąpić wbrew nakazom ukochanej osoby?

Nękały go mieszane uczucia. Może gdyby poczęstował kogoś ciemnobrązową czekoladką, przestałby o niej myśleć? Coś mu jednak mówiło, że nie potrafiłby jej tak po prostu oddać. Czuł, że czekoladka w ten czy inny sposób należy do niego. Ale to nie było to samo uczucie, gdy dostawał cukierka od cioci, na jej oczach pakował go do buzi, a ciocia dobrotliwie się uśmiechała. Usłyszał wołanie rodziców. Podniósł się i już miał opuścić pokój, ale przystanął, zamyślił się na chwilę i wrócił do biurka. Jakoś przeszła mu ochota na obiad.



Truskawki chętnie przeglądają się w swoich lśniących liściach.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Różowo mi

Życie kołem się toczy i na moje włosy wróciły odcienie różu i czerwieni. Fantazja fryzjerki nie zawiodła i tak sprytnie pofarbowała mi wybrane pasma, że niektórzy dopiero po dwóch dniach się zorientowali, że coś z tym blondem jest nie tak ;) Wspominałam już w tym poście , że moje włosy bardzo lubią taką koloryzację. No i nic w tym dziwnego - w końcu to odżywka koloryzująca! Pomyślałam, że może ktoś się zainteresuje, więc opiszę krótko czym i w jaki sposób uzyskać taki efekt.

Tak, to znowu różowe włosy!

Świeżutkie, jeszcze pachnące fryzjerem... I znowu różowe :) Tym razem postanowiłam sama podtrzymać kolor w domu. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. W każdym razie odżywka koloryzująca w kremie zakupiona!

Przypadkowa zdobycz

Sieć Biedronka potrafi zaskoczyć. Od niedawna można tam dostać olej kokosowy (polecam nie tylko na włosy!), a czasami można upolować dobre i tanie kosmetyki. Kilka tygodni temu kupiłam zupełnie przez przypadek ampułki do włosów za szałowe 5,99 zł za opakowanie z nieznanej mi dotychczas firmy. Ampułki schowałam do szuflady i zapomniałam na jakiś czas o nich, aż wreszcie nadszedł moment ich debiutu.